***
-Moja droga, dziś wybieram się do szanownego kierownika Jabloynskiego
o posadę na stacji kolejowej.
-Życzę powodzenia, Charles. Mam nadzieję, że rozpatrzy on twoje
zaangażowanie i werwę do pracy.
-Ja tez moja droga Lucindo, ja też. Do tej pracy może być wielu
kandydatow, ale kierownik to mój wierny przyjaciel od lat. Powinno się udać.
Państwo Attebery czyli Lucinda i Charles żyli skromnie i nieszczęśliwie.
Ich małżeństwo należało raczej do tych nieudanych. Zawsze pragnęli bogactwa,
które jak na tamte czasy było niemożliwe.
Jakieś dzieci na ulicy kopały puszkę po zupie fasolowej, a elegancko
ubrany Charles podśpiewywał swoja ulubioną piosenkę.
W „Budynku Głównym Stacji Kolejowej Jabloynskiego” panował chłodny
nastrój, pomimo, że Charles zawsze pamiętał tę okolicę jako miejsce zabaw i
psot z przyjaciółmi. Po krótkiej sentymentalnej chwili zamiast do Gmachu
Głównego skierował się w kierunku schodów prowadzących do podziemnej kolei. Było
to dla niego miejsce wspomnień. Poznał tu swoją miłość, przyjaciół, m.in.
przyszłego kierownika Aarona Jabloynskiego zanim ten nim jeszcze został.
Spojrzał na tory, na których podczas zabaw kładł się w czasie
przerwy przejazdów kolei. Usłyszał szmer za plecami i gwałtownie się obrócił.
Nikogo nie było.
-Tylko mi się zdawało- pomyślał Charles, ale po chwili spostrzegł
napis na luku tunelu nad schodami.
-Wcześniej tu go nie było...-zdziwił się Charles. Na łuku widniało
zdanie napisane kredą: "Gdybyś wiedział, gdybyś tylko wiedział, cofnąłbyś
czas"
-Ech, ci wandale. Nic nie szanują!-wzburzył się, ale szybko o tym
zapomniał i powrócił do Gmachu Głównego.
-O witam Charles! Co cię tu sprowadza?-wesoło spytał krzepki
mężczyzna o siwych włosach i bujnej brodzie.
-Ja w sprawie pracy, drogi przyjacielu, mamy z żoną problemy
finansowe.
-Rozumiem...Dałem właśnie ostatnie stanowisko poczciwemu Terry'emu
Chamberlainowi- westchnął Jabloynski.
-A nie mógłbyś zorganizować czegoś dla mnie? Jakiejś wyższej
posady?-spytał zuchwale Charles.
-Wiesz, ja naprawdę chciałbym ci pomóc, ale nasze przedsiębiorstwo
nie ma budżetu, by mieć tylu pracowników na utrzymaniu. U mnie mógłbyś czyścić
tory, dopóki coś lepszego się nie znajdzie.
-Żartujesz?!-prychnął Charles -Jestem stworzony do wyższych celów.Z
tego będzie marny chleb, Aaronie.
-Staram się ci pomóc, a ty to odrzucasz. Czego oczekujesz ode mnie,
przyjacielu?-obruszył się Jabloynski.
-Dobrze, dobrze. Przyjmę tę posadę, ale pod jednym warunkiem- rzekł
pan Attebery.
-Ty mi jeszcze stawiasz warunki?-groźnie krzyknął kierownik.
-Dobrze, spokojnie, będę czyścić tory.- powiedział przytłumionym
głosem
Aaron Jabloynski był człowiekiem pracowitym i sprawiedliwym,wiec przyjął Charles'a do pracy.
Charles pracował 3 miesiące czyszcząc tory. Zawsze spoglądał z
zawiścią na wesołego Terry’ego, który jak uważał Charles, sprzątnął mu najlepszą
posadę sprzed nosa.
-Do czego się tak śmiejesz głupcze?-spytał Terry’ego pewnego dnia.
-Poczciwy Attebery ,czyżbym wyczuwał nutę arogancji? Ja cieszę się z
każdego dnia, w którym mogę wykonywać tę pracę i utrzymywać dom.
-Pff.…-prychnął Charles- na dzielnicy plotki szybko się roznoszą…
-Co masz na myśli, Attebery?-zapytał podejrzanie Chamberlain.
-Wiesz… podobno bijesz swoją żonę i nie dajesz jej nawet złamanego
centa na jej potrzeby. Myślisz, że jak będziesz tak skąpił to staniesz się
bogaczem?
-Przestań Attebery-odrzekł spokojnym tonem Terry.
Zawsze był pokojowo nastawiony do ludzi i nie chciał wszczynać
kłótni.
W głowie Charles’a krzątały się jednak straszne myśli. Za wszelką
cenę dążył do bogactwa i przepełniała go żądza bycia kimś wielkim.
Tego samego dnia, w drodze powrotnej do domu, Charles zobaczył jak
dzieci grają puszką po zupie pomidorowej. Jeden pulchny chłopiec kopnął puszkę
za mocno i wleciała do kanału, którym popłynęła w dal i zniknęła na zawsze.W
umyśle Charles’a zaświtał pomysł i zrozumiał wtedy, co musi zrobić.
Podbiegł do pulchnego chłopca i spytał:
-Jak masz na imię, mały?
- Theodor,ale proszę mnie zostawić. Nie wolno mi rozmawiać z
obcymi. Tak mówi mój tata-odpowiedział lekko wystraszony chłopiec.
-Chciałem Ci tylko podziękować, mój drogi Theodorze.
-Ale za co, proszę pana?-spytał zdezorientowany letni chłopiec.
-Ach. Kiedyś to zrozumiesz…-powiedział Charles i przyjaźnie poklepał
chłopca po plecach.
Jednak mężczyzna nie wiedział komu tak naprawdę podziękował i kto
był ojcem tego chłopca, a szkoda, że mały Theodor zanim kopnął puszkę, nie
wziął pod uwagę ostrzegającego napisu na niej: „Gdybyś wiedział, gdybyś tylko
wiedział, cofnąłbyś czas”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz