Mężczyzna biegł co sił w nogach, by zrealizować swój plan. Wbiegł do
Holu Gmachu Głównego. Szybkim krokiem podszedł do rozkładu jazdy pociągów
podziemnych.
-Ostatni ma przyjechać za 13 minut-cicho powiedział pan
Attebery-Idealnie.
Rozglądał się za Terrym i znalazł go przy rozbudowie kolei.
-Poczciwy Chamberlain, jak zwykle zajęty pracą.-roześmiał się
Charles-Chciałem cię przeprosić, ponieważ zachowałem się niedopuszczalnie.
-Och, Charles! Nic nie szkodzi, już dawno o tym zapomniałem.
-Łaskawca się znalazł-wycedził Attebery.
-Co mówiłeś?
-Mówię, że to wspaniale, że mi wybaczasz-wykrzyknął Charles-Wiesz...mam mały problem w podziemnym tunelu i nie wiem jak go rozwiązać, a ty się na
tym lepiej znasz.
-Dobrze. Skoro potrzebujesz pomocy, to czemu nie?
Zeszli schodami do podziemi. Charles obrócił się, by zobaczyć czy
napis na łuku nadal tam jest. Nie było nic. Zadowolony ze swojego planu
uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-A więc, gdzie jest problem?-spytał Chamberlain.
Charles wziął długi, gruby kij, który znalazł niedaleko i pokazał:
-O tutaj. Szyna się przekrzywiła.
-Poczekaj. Zejdę na dół-westchnął Terry.
Wysokość jaka była pomiędzy torami, a krawężnikiem była łatwa do
zejścia, ale do wejścia z powrotem,trzeba było się mocno podciągnąć.
-Nic tu nie widzę, jest za ciemno-krzyknął Terry.
-Poczekaj zaświecę lampę-powiedział spokojnie Charles i powoli zapalił
świeczkę w lampie naftowej.
-Chyba wszystko w porządku.-odparł Terry.
-Poszukaj jeszcze chwilę-powiedział zniecierpliwiony Charles.
Z dala słychać było nadjeżdżający pociąg.
-Szybko Charles, podciągnij mnie!-wrzasnął przerażony Chamberlain.
Attebery popatrzył się dziwnie na Chamberlaina i uciekł w górę
schodami do Holu Gmachu Głównego. Próbując złapać oddech, usłyszał głośny
dźwięk przyjazdu kolei i chrzęst czegoś grubego, twardego, jakby się złamało.
Uśmiechnął się od ucha do ucha i wyszeptał z przekąsem:
-Szanowny pan Chamberlain już zakończył swoje popisy. Teraz moja
kolej.
Wesoło odszedł w stronę budowy, na którym zalewano właśnie cement na
nowe fundamenty. Nagle poczuł pchnięcie w plecy, obrócił się i usłyszał:
-Co to było, Attebery? Czy chciałeś mnie właśnie zabić?-wyszeptał
Chamberlain-Ja też mam swoje mroczne strony, ale wolałbyś ich nie znać. Jasne?
-Dlaczego mnie tam zostawiłeś?
-Włączyłem alarm, żeby pociąg zahamował,chciałem uratować i ciebie i
ludzi w kolei.
-Tak,to przecież oczywiste Charles-prychnął Terry-Nie miałeś już
lepszej wymówki?
-To nie wymówka…Ja naprawdę się wystraszyłem,że umarłeś,słyszałem
jak coś się łamie,myślałem,że już po tobie.
-Jak widzisz,jestem tu cały i zdrowy.Zdążyłem się wdrapać,a pociąg
przejechał po kiju-mówił podejrzliwie Terry,podążając powoli w kierunku
Charles’a.
-Terry...uważaj mogę tu spaść!-wykrzyknął drżącym głosem Attebery.
-Och,czyżby w twoim głosie dało się wyczuć strach? Mmm...biedaczek.
Charles Attebery nie był w stanie znieść więcej.
W myślach przeleciały mu wszystkie momenty w życiu,za które
nienawidzi Terry’ego,za jego wyższość i kpiny.Chwycił Chamberlaina za
koszulę,obrócił się wraz z nim w odwrotnym kierunku i rzucił ciałem tak,aby
twarz była zwrócona do jego twarzy i przycisnął kark Terry’ego nad podłożem pod
nowe fundamenty.
-Strach?Jaki strach? Pomyliły ci się role,Chamberlain. Jak
zwykle.-zakpił Charles,nadal przytrzymując szyję szamoczącego się Terry’ego-Nie
ma tu mowy o strachu.Wiesz co? Podziwiam cię i zarazem nienawidzę.Sprzątnąłeś
mi najlepszą robotę sprzed nosa.Jesteś bardzo pracowity,zasługujesz na
wiele,ale czemu odebrałeś mi tę możliwość?
Terry złapał dłonią rękę Charles’a i uwolnił szyję spod
uścisku.Łapiąc szybko oddech,wykręcił rękę przeciwnika i odepchnął jego ciężar
z całej siły.Prędko wstał,złapał Attebery’ego za nogę i ciągnął w kierunku
maszyny z cementem.
Attebery,ciągnięty przez Chamberlaina,z przerażeniem w oczach
próbował się złapać czegokolwiek,jednak jakiekolwiek próby poszły na
marne.Charles sunąc po ziemi poczuł,że część nogi wisi w powietrzu.
Dół.
Jasność.
Uśmiech.
Wilgoć.
Ciemność.
Nicość.
***
Nicość.
Nicość
to piękna sprawa.Jest,ale jej nie ma.
Żałuję,że
jej nie zaznam.Gdybym wiedział,cofnąłbym czas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz