W przytulnym mieszkaniu czekał na nią Terry.
-Avo,gdzie się podziewałaś? Theodor wariuje,nie mogąc doczekać się
na obiad!
-Musiałam wyjść do sklepu po składniki na obiad-odrzekła Ava,na
dowód pokazując papierową siatkę z jedzeniem-A jeśli chodzi o naszego
Theodora,to musimy z nim zrobić porządek,tylko by jadł i jadł.Jest już
stanowczo za pulchny!
-Wiem,dobrze wiem.-odparł pan Chamberlain.
-Siedzi na strychu?-spytała Ava.
Terry pokiwał głową.
-Pójdę po niego,a ty rozpakuj zakupy.
Ava położyła papierową siatkę na blacie i skierowała się w stronę
schodów.Czuła w swoich wypracowanych kościach,ze każdy krok na schodku to dla
niej straszliwy ból.Kiedy już stanęła na ostatnim schodku,weszła do jednego z
pokoi,skierowała dłoń za szafę i wyciągnęła z niej rozsuwaną drabinę.Wróciła na
korytarz,rozsunęła drabinę i zaczęła wchodzić na każdy pojedynczy
stopień.Sięgnęła dłonią w stronę drewnianego sufitu i wyciągnęła jeden
drewniany kawałek.Z kieszeni wyciągnęła malutki kluczyk i wstawiła w miejsce,z
którego wyjęła drewnianą płytkę.Przekręciła zamek i otworzyła cały,wielki
fragment sufitu podzielony na dwie części.Trzymając się mocno drabiny,wdrapał
się na górę i wyszeptała:
-Theodor...Theodor?Chodź zaraz będzie obiad.
Zza ciemnego kufra wyłoniła się brązowa czupryna małego,pulchnego
chłopczyka.
-Mamusiu...Ja nie lubię tu być.Czemu nie mogę być zawsze z wami w
domu?
-Jesteś w domu,tylko,że musimy cię ukrywać.Zrozum kochanie,to dla
twojego dobra.-wyszeptała Ava,uśmiechając się-A teraz zmykaj umyć ręce i
przygotuj się do obiadu.
Terry i Ava mieli pewien sekret,o którym wiedzieli tylko oni.Bali
się opinii sąsiadów.Bali się zadawanych pytań i wyśmiania.Wcale nie chodziło o
bezpieczeństwo czy dobro chłopca.Byli tchórzami i bali się nicości.
Kiedy tylko Ava i Theodor zeszli na dół,obiad był już gotowy,a
zasłony w oknach pozasuwane,co oddawało ponury klimat mieszkania.
Delektując się kremem z zielonego groszku,małżeństwo dociekliwie
pytało Theodora,jak się bawi z dziećmi,czy znalazł sobie znajomych i co nowego
dzieje się w jego życiu.
Chłopiec opowiedział o swoim marzeniu:piłce do gry w nogę.Miał już
serdecznie dość kopania puszki.
-Hmm...zastanowimy się nad tym z mamusią.-odparł Terry-A teraz
powiedz nam,nie rozmawiałeś z nikim obcym,ani nie mówiłeś nikomu,kto jest
twoimi rodzicami?
-Nie...Jak zawsze.-zaczerwienił się Theodor.
W oddali słychać było odgłos pukania do drzwi.
Ava i Terry zastygli przerażeni.
-Theodor,uciekaj za kredens!
Ava złapała chłopca za kołnierzyk miętowej koszuli i popchnęła w
stronę kredensu,a tymczasem Terry podbiegł do drzwi,popatrzył na klamkę i
otworzył drzwi.
-Witaj,Terry.Mam coś do przekazania twojej żonie.-odparł chłodny
głos.
-Oczywiście.Zapraszam.Rozgość się jak u siebie-Terry otworzył
szerzej drzwi i zachęcił do dalszego wejścia.
Z jadalni wybiegła Ava.
-Moja droga! Może masz ochotę na krem z groszku?
-Nie,dziękuję.Od kilku dni,raczej straciłam apetyt.
-Rozumiem-odetchnęła Ava-Więc usiądź chociaż przy naszym stole.
-Jeśli jeszcze mogę.Szczerze mówiąc nie mam ochoty przebywać w tym
domu.Po prostu przyszłam ci przekazać coś co otrzymałaś w testamencie od
Charlesa.
-Ja?-spytała zaskoczona Ava-Ale...jak? Jak to?
Kobieta westchnęła,przewróciła oczami i skierowała dłoń w stronę
niewielkiej torebki na jej ramieniu.Włożyła rękę i wyjęła z niej dwoma palcami
malutką pożółkłą kopertę.Obróciła ją w rękach.
-Proszę bardzo.W rodzinnym sejfie znajdował się ta koperta,lecz
według testamentu należy się ona tobie.Nie bój się,nie otwierałam
jej.-powiedziała kobieta,wskazując na maleńką,czerwoną pieczęć na
kopercie.-Jest twoja.
Ava podeszła i wzięła do ręki kopertę.Była niewielka i dość
szorstka.
-Dziękuję,moja droga.Otworzę ją później.-odparła Ava Chamberlain.
-Jak sobie chcesz.-odparła kobieta,kierując się w stronę
wyjścia-Obawiam się,że muszę już iść.
Z dala dało się słyszeć cichutkie kichnięcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz