poniedziałek, 21 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ DRUGI

"Gdybyś wiedziała, gdybyś tylko wiedziała, cofnęłabyś czas."-brzmi hasło reklamowe zza okna Melissy Callister.
-Jasne...Ile bym dała, żeby cofnąć czas, gdy Abby poczęstowała mnie papryką chilli-zaśmiała się w duchu dziewczyna.
Rozmyślania przerwał jej dźwięk wydobywający się z kieszeni.Na ekranie znajdowało się imię przyjaciółki.Melissa szybko odebrała.
-Rodzice się zgodzili!
-Świetnie! To co, o piątej na Secret Street?
-Mhm! Nie mogę się doczekać!
-Pójdę jeszcze do sklepu po zapasy jedzenia.
-Jasne głodomorze. Narzekasz na wagę, a jesz za trzech -zaśmiała się Abby.
-Myślę, że się mylisz. Co najmniej za pięciu!
Po drodze do domu, z ciężkimi zakupami w rękach, Melissa postanowiła odwiedzić staruszkę z sąsiedztwa.
Niepewnie weszła po drewnianych schodach. Spojrzała na lazurową klamkę z wygrawerowanym napisem.
-Biedna pani Chamberlain. Od kiedy straciła męża zupełnie oszalała na punkcie klamek-pomyślała Melissa-Zmienia je co tydzień wraz z sentencjami, które tak uwielbiał jej mąż.

***
Drogi panie Chamberlain, mógłby mi pan zreperować klamkę? Jest pan w tym złotą rączką, a do tej klamki mam wielki sentyment, ponieważ była przekazywana z pokolenia na pokolenie.
-Oczywiście proszę pani. O której mógłbym przyjść?-spytał radośnie staruszek.
Pomimo wieku, pan Terry Chamberlain zachowywał zasadę czerpania radości z życia. On i jego żona znani byli z ogromnej serdeczności i z tego, że jedyni w okolicy, nie byli zrzędliwymi ludźmi w podeszłym wieku.
-Myślę, że może pan przyjść w każdej chwili.
-Skoro pani tak mówi, to pójdę od razu.
-Jest pan wspaniały, panie Chamberlain.
Gdy dotarli do domu pani Attebery, staruszek Terry zaraz wziął się za robotę.
Pani Lucinda Attebery, pogodna ekspedientka przyglądała się pracy starca Terry’ego.
-Ma pani mosiężną tę klamkę. Ciężka jak diabli -powiedział starzec, udając, że klamka to hantle, a on ją podnosi.
-Proszę chwilę odpocząć. Poczęstuje pana ciepłą szarlotką i jagodową herbatą.
-O dziękuję. Jestem wyczerpany dzisiejszym dniem-westchnął pan Chamberlain.
-I ma pan za co-wycedziła Lucinda.
-Słucham?-spytał zdziwiony.
-Nic, nic. Boli mnie głowa. Proszę się częstować! Dzieci przyniosły mi dziś gazetę, może ma pan ochotę przeglądnąć?
-Jeśli jest coś ciekawego i to nie polityka to chętnie-zażartował staruszek.
Rzucił mu się w oczy nagłówek: "Gdybyś wiedział, gdybyś tylko wiedział, cofnąłbyś czas" i pomyślał: O tak! Ile bym dał, żeby nie kupować Avie tego radioodbiornika. Świata poza nim nie widzi-zaśmiał się.
Dokończył naprawę klamki i pożegnał panią Attebery.
-Jak to? Nic nie płacę ?-spytała zdziwionym głosem Lucinda.
-Nie. To w prezencie. Wiem, że po tylu latach nadal jest pani ciężko i dlatego moje sumienie podpowiada mi bezinteresowną pomoc. Do zobaczenia!-westchnął staruszek i obrócił się do wyjścia.
-Mi jest trudno? Ja mam ciężko?-wrzasnęła nie swoim głosem pani Attebery.
- Ależ proszę pani....-urwał staruszek oglądając się za siebie.
Rozdygotana kobieta chwyciła za co dopiero naprawioną klamkę i zamaszystym ruchem ją wyrwała. Z wściekłością w oczach i drżącymi rękami rzuciła się na pana Terry’ego i zaczęła go nią okładać i krzyczeć:
-To wszystko twoja wina! To przez ciebie on nie żyje! To wy zawsze wiedliście bogate życie z Avą! Gdyby nie ty, on by dziś żył!

Przerażony mężczyzna, nie miał jak się bronić, co chwilę czuł zadawane mu ciosy. Nikt nie słyszał krzyku pana Chamberlaina, nikt nie pomógł. Ta dzielnica kryła wiele tajemnic zachowanych przez lata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz