poniedziałek, 3 lutego 2014

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Pusty korytarz. Tak pusty jak ja. Misja "poznać kogoś" zakończona niepowodzeniem. W słuchawkach słyszę kojący głos Aloe Blacca.
Czy zawsze musi tak być? Czy każdego dnia muszę zawalać te samą misję? Pewnie to już moje przeznaczenie.
Zwracam uwagę na kościstą postać przechodzącą przez korytarz. Nigdy go tu nie widziałam. Ma na sobie koszulę w kratkę,a na niej grubą granatową bluzę. Jednak pomimo normalnego wyglądu,ma w sobie coś dziwnego,przerażającego.
Dzwonek z telefonu szybko przerywa moje rozmyślania.Odbiór głosńomówiący.
-Cześć Melissa!
-Hej...Abby.
-Słuchaj mam wieści.Wiesz,że...
-Poczekaj! Przesiej mi to przez sita Sokratesa!
-O czym ty...?
-Aaa,nieważne.
Zapomniała.
-Okay,nieważne. W każdym razie,chciałam ci powiedzieć,że...NATHAN ZAPROSIŁ MNIE NA SAMA WIESZ CO!
-Abby,naprawdę? Nawet nie wiesz jak się cieszę!
Nieprawda.
-Tak,tak. Cześć.
Słychać było w jej głosie nutę rozczarowania. Abby Carder to "była-najlepsza przyjaciółka". Kiedyś umiała wesprzeć,pocieszyć,ale od czasu wypadku próbuje tylko upokarzać. Tęsknota za jej śmiechem,żartami i olbrzymią pewnością siebie dobija. To nigdy nie wróci.
***
 -Melisso,co sądzisz o wspólnym wyjeździe do Wenecji?
-Naprawdę? To cudowny pomysł,tato! Mogę zaprosić Abby? Proszę,proszę,proszę!
-Pewnie,im więcej osób tym weselej.
-Już dzwonię-powiedziała Melissa,układając palec wskazujący na ustach-Abby! Chciałabyś pojechać do Wenecji? Głupie pytanie? Ha! Wiedziałam,że to powiesz. Oczywiście twoi rodzice też są zaproszeni.Okay,daj znać jutro.
Melissa odłożyła telefon.
-I?-popatrzył pytająco tata.
-Abby jak najbardziej. Tato,to było nasze marzenie od urodzenia!